L’eau de Parfum N°1

250 

głowa: geranium, galbanum, bergamotka
serce: wilgotna ziemia, cypriol, puder
baza: skóra, mech dębowy

Unikalne rękodzieła. Do tego ręcznie szyte atłasowo-welurowe mieszki, nanizana karteczka z naszym dekalogiem. Wklęsło-wypukłe tłoczenia na papierze PurCotonCocaine z wykorzystaniem stuletnich maszyn. Pietyzm wykonania, kraftowa manufaktura. Włożyliśmy w te kompozycje wiele emocji, czasu i zaangażowania.

Pojemność flakonów to 30 ml.

Poniżej wrażenia tych, którzy otulili się mgiełką tkliwości:

Zatem po serii psiknięć i testów stwierdzam, że nr 1 mógłby stanowić tło do filmu Le Mans '66 – dla mnie pachnie rozgrzaną białą karoserią oraz lekko kurzem toru wyścigowego z lat 60-tych. Przywodzi na myśl również słońce na skórze i białe garnitury wprost z Miami Vice.

W życiu nie wąchałam takiego magicznego zapachu. Nie mogę przestać wąchać nadgarstków... Absolutnie niesamowity jest ten zapach, pachnie tak... arystokratycznie, starą świątynią - tajemniczo, majestatycznie, tak kojarzą mi się wiekowe, drewniane ławy, ulotny zapach kadzideł, dymem, skórą, drzewem. Zapach przenosi w przeszłość, u mnie przywołuje momenty wyjątkowe i pogrzebane dotychczas w pamięci. Wspaniały! Dziękuję!

Perfumy są piękne. Oryginalne. Subtelne. Delikatne. Podkreślające indywidualność jednostki w tłumie. Zapach jasny – świeże jak las po deszczu, jak skóra pachnąca po wiosennym deszczu z nutą pudru nałożonego na romantyczny spacer.

Zapach jest szorstki i wytrawny. W otwarciu sporo cytrusów, trochę vintage. Potem wychodzi zielono-drzewno-pudrowy miks cypriolu, mchu dębowego i galbanum.

Wrażenia pomiędzy zachwytem, wzruszeniem i radością. Doceniam jakość, staranność wykonania i wizualną elegancję. Sam zapach dociera do głębokiego sedna ja. Jestem wzruszony i bardzo zadowolony. Dziękuję!

Cudowny, dekadencki zapach. Mi kojarzy się z salą klubową z lat dwudziestych, wypełnioną jazzem, dymem cygar, pięknymi kobietami. Uwielbiam od pierwszego niuchnięcia! Do tego czuję go przez cały dzień. Niezwykle trwały.

Wczoraj to się poczułem normalnie jak żywa reklama: idę sobie spokojnie do filharmonii na "Espaces acoustiques", a tu podbiega do mnie dziewczyna, zdyszana, i mówi: Przepraszam, zadam panu takie głupie może pytanie, ale czym pan pachnie?